Czego nie ma w monografii Gostyni? Wykład w bibliotece

W środę 12 kwietnia Biblioteka w Gostyni zaprosiła mieszkańców na wykład pani Lidii Borowian-Cyba pod tytułem „Czego nie ma w monografii Gostyni”, który przyniósł słuchaczom wiele nowych informacji na temat historii miejscowości. To dlatego, że przytoczone w trakcie prelekcji świadectwa historyczne, zgodnie z tytułem wykładu, stanowiły zarówno zestaw dokumentów, które z jakichś względów nie mogły zostać zawarte w wydanej już monografii, jak również pokaźny zbiór nowych odkryć, dokonanych już po premierze tej ważnej dla Gostyni publikacji.

Pani Lidia już na wstępie zaznaczyła, że zawartość wydanej w połowie 2016 roku książki „Gostyń od średniowiecza do współczesności”, której jest współautorką, nie stanowi dzieła zamkniętego, do którego nie da się już nic dopisać czy zmienić po ujawnieniu nowych faktów. Jak pokazują to kolejne badania autorów monografii czy dedykowanych instytucji, nie napisano na ten temat jeszcze wszystkiego. Jest to wciąż spore pole do dalszych, także i własnych, poszukiwań.

Uwłaszczenie, szkolnictwo, statystyka
Pierwszy przedstawiony w ramach wykładu dokument stanowił rozwinięcie reprodukcji zawartej w monografii – świetnie zachowane zezwolenie na budowę domu z 1923 roku, należące do dziadka obecnej na spotkaniu pani Stefanii, tym razem w wersji pełnej, wraz z projektem domu, uwzględniającym m.in. poszczególne rzuty, zarys działki i plan sytuacyjny. Co szczególnie ważne z punktu widzenia historyków, również z bardzo dobrze zachowanymi pieczęciami Urzędu Okręgowego w Wyrach oraz gminy Gostyń. Dużą ciekawostką okazał się też obrazowy opis drogi zarysowanej przed domem: „Gościniec z Mikołowa do Pszczyny”, z dołączoną strzałką wskazującą kierunek południowy, dokładnie w stronę wiodącą z Gostyni do Pszczyny.

Kolejnym zaprezentowanym dokumentem był pierwszy reces uwłaszczeniowy sporządzony dla mieszkańca Gostyni, czyli umowa między właścicielem ziemi a rolnikiem, otrzymującym na pewnych warunkach ziemię na własność. Dokładniej była to umowa z 1853 roku zawarta pomiędzy Janem Henrykiem X Hochbergiem a Janem Brandysem – właścicielem karczmy, stacji przesiadkowej i ogromnego gospodarstwa, obejmującego znaczny obszar terenu między dzisiejszą ul. Łuczników i ul. Rybnicką. Przedstawiony dokument dotyczył tylko jednego gospodarstwa, ale liczył łącznie kilkanaście skrupulatnie zapisanych stron, dotyczących związanych z umową regulacji. Reces w imieniu księcia pszczyńskiego podpisało trzech urzędników. Dokument zawierał też potwierdzenie urzędu wyższego szczebla z Wrocławia, który wyróżniała dobrze zachowana pieczęć z wieloma detalami – mającymi przez swoją symbolikę podkreślać, że w państwie pruskim prawo jest surowo przestrzegane.

fot. Budynek stacji przesiadkowej (ul. Pszczyńska, naprzeciw zjazdu na ul. Fityki)

Następny przedstawiony przez panią Lidię dokument był świadectwem z końca procesu uwłaszczeniowego, wydanym w 1890 roku, czyli prawie czterdzieści lat później, w którym zbiorowo przekazano ziemię dla 11 gospodarzy z Gostyni oraz kilkunastu innych rolników z Paprocan i Zgonia. W nim również bardzo dokładnie spisane zostały zobowiązania stron, a także zawarto potwierdzenie wyższego urzędu, wyrażone, co szczególnie ciekawe, również z użyciem tej samej pieczęci, która widniała na pierwszym zachowanym tego typu dokumencie. Pod recesem gospodarze składali własnoręczne podpisy z imienia i nazwiska – wyrobionym charakterem pisma – odpowiednio pod numerami swoich posesji, bo nie wyróżniano wówczas ulic.

Przechodząc do kolejnego dokumentu, pani Lidia wskazała, że nadzwyczaj czytelny i ładny charakter pisma gospodarzy wymienionych w recesie, stanowił z pewnością zasługę szkoły. O tym, że sprawę obowiązku szkolnego traktowano poważnie, świadczyły dokumenty mówiące o dzieciach z Gostyni uczęszczających do okolicznych szkół lub tej wybudowanej później na miejscu. Potwierdził to też następny ujawniony dokument, utworzony w trakcie kontroli przeprowadzonej w dniu 10 marca 1908 roku przez inspektora z Katowic, wobec uczącego wówczas w Gostyni naczelnika szkoły. Ponadto w dokumentacji z 1908 roku zachowała się lista ówczesnych absolwentów, którzy rozpoczęli naukę w 1900 roku, w systemie ośmioklasowym z początkiem nauki w wieku 6 lat, a ukończyli właśnie w 1908 roku.

fot. Slajd z fotografią budynków w centrum i skanem dokumentu pokontrolnego

W nawiązaniu do szkoły funkcjonującej w Gostyni, słuchacze zostali zapoznani następnie ze statystyką ludności z 1871 roku, która ukazała skutki wprowadzenia obowiązku szkolnego i jej skrupulatnej realizacji. W przedstawionym dokumencie wykazano, że 71,6% mieszkańców Gostyni powyżej 10. roku życia potrafiło wówczas czytać i pisać. Wskaźnik ten mógłby wynosić 82%, gdyby włączyć dzieci uczęszczające do szkoły w wieku poniżej 10 roku życia, które w toku nauki też posługiwały się słowem pisanym. Ogółem w 1871 roku Gostyń liczyła 959 mieszkańców.

Na kolejnych slajdach pani Lidia zawarła wybrane zdjęcia ze zbiorów zgromadzonych w bibliotece m.in. za sprawą mieszkańców, przedstawiające typowe sceny rodzajowe z przełomu XIX i XX wieku. Nie znalazły się one w monografii ze względu na ograniczone miejsce, ale też stanowią ważne świadectwo czasów, zarys życia codziennego żyjących ówcześnie ludzi. Fotografie stały się źródłem szerszej dyskusji słuchaczy na temat dawnych zwyczajów czy ukazanych na nich osób.

Obszar dworski w Gostyni
Czym był obszar dworski, wydzielony niegdyś na terenie miejscowości? Na to często pojawiające się pytanie również padła odwiedź podczas wykładu w bibliotece, a to w nawiązaniu do ukazanego na slajdzie dokumentu, który wyszedł z gminy Gostyń do wydział powiatowego w Pszczynie w listopadzie 1923 roku, z wnioskiem o włączenie obszaru dworskiego pod zarząd gminnych urzędników.

„(…) bardzo wielkie znaczenie, ze względu na kasę gminną, miałoby włączenie do gminy naszej kopalni i zakładów przemysłowych Prinzen, tym bardziej, że do tej pory zakładów podobnych na terenie tej gminy nie ma” – argumentował we wniosku naczelnik gminy.

Jak wyjaśniła pani Lidia, obszar dworski stanowiły tereny, które nie zostały przekazane na drodze związanej z uwłaszczeniem, pozostające pod zarządem urzędników spoza gminy. Takim terenem leżącym w granicach Gostyni była m.in. Kolonia Książątko z linią kolejową, obszar młyna przy dzisiejszej ul. Pszczyńskiej, część terenu w dolinie rzeki Gostynki, ale też lasy leżące na północ i południe od centrum. Cały ten obszar zgodnie z wolą znalazł się następnie pod zarządem gminy. Niestety w takim wymiarze nie na długo, bo decyzją władz wojewódzkich i powiatowych, już w 1931 roku Kolonia Książątko została przyłączona do Łazisk Górnych, co argumentowano bliskością infrastruktury znajdującej się w Łaziskach. Jak wyjawiła pani Lidia, miała kiedyś okazję poznać mieszkańca tamtych terenów, który mimo że mieszkał już całe życie w Łaziskach, to dobrze pamiętał, że na świat przyszedł jeszcze w Gostyni.

Autobusem do Katowic
Na krótko przed II wojną światową Gostyń została połączona linią autobusową z innymi ośrodkami, zapewnianą przez polskie przedsiębiorstwo funkcjonujące pod nazwą Śląskie Linie Autobusowe – poinformowała pani Lidia, prezentując listę ówczesnych wojewódzkich linii autobusowych. Stało się to dokładnie w 1937 roku, za sprawą linii nr 10 relacji Katowice-Bielsko, przez Piotrowice, Mikołów, Piasek i Pszczynę. Było to o tyle interesujące przedsięwzięcie, że tym wzorem, już po wojnie, również zapewniano mieszkańcom bezpośrednie połączenie autobusowe do Katowic, co z rozrzewnieniem wspominali także sami słuchacze.

Ciekawostką w temacie autobusów była też mapa wszystkich wojewódzkich linii, reprodukcja jednego z dostępnych wówczas biletów (w zbiorach biblioteki wciąż brakuje biletu z linii kursującej przez Gostyń) oraz zdjęcia przedwojennych autobusów, w tym pojazdu produkcji własnej Śląskich Linii Autobusowych, na podwoziu Leyland.

Elektryfikacja wsi
Ostatni cykl dokumentów zaprezentowanych podczas wykładu stanowiły pisma i umowy związane z procesem elektryfikacji miejscowości, i jak wspomniała pani Lidia, ich pozyskanie przysporzyło jej szczególnie wiele trudów, ale i jednocześnie wiele radości w momencie odnalezienia.

Pierwszym z nich były umowa z 1936 roku, zawarta pomiędzy naczelnikiem gminy a zakładem energetycznym w Łaziskach Górnych, dotycząca budowy sieci przesyłowej i przyłączeń do posesji. Była to odpowiedź na ówczesne potrzeby, ale i gotowość mieszkańców do elektryfikacji gospodarstw, bo jak poświadczyły kolejne dokumenty, niedługo po podpisaniu tej umowy – już w grudniu 1936 roku – chęć podłączenia zgłosiło aż 83 potencjalnych odbiorców.

Prezentując kolejne podobne dokumenty, pani Lidia zwróciła uwagę słuchaczy na stosowany w nich za każdym razem język. Wszystkie kwestie zawarte w treści, czy to umowy, czy zawiadomienia, okazały się być wyrażone regularnym językiem, zrozumiałym dla każdego również i dziś. Szczególną uwagę zwracały też stosowane zwroty grzecznościowe, występujące zarówno w pismach dotyczących umów jak i komunikatach wystosowywanych przez zakład. Na przykład takie, jak poniżej:

„Uprzejmie donosimy, że jesteśmy skłonni wykonać rozszerzenie sieci dla przyłączenia domów przy ul. Polnej i Powstańców” – tak pisał do mieszkańców zakład energetyczny.

„Proszę uprzejmie o wypożyczenie dwóch reflektorów na niedzielę 13 czerwca, w związku z uroczystością poświęcenia sztandarów tutejszej gminy” – pisał odręcznie w odwrotną stronę, do zakładu energetycznego, naczelnik gminy Gostyń.

Wśród bogatej dokumentacji dotyczącej elektryfikacji, trafiły się też zabawne ciekawostki, oddające także skrupulatność ówczesnych urzędników. Jedną z nich była ulgowa taryfa na dostawy energii, opatrzona nazwą „oświetleniowa-ulgowa”, przewidziana dla: ubikacji służbowych w urzędach państwowych, kościołów, klasztorów, szpitali, szkół, ochronek, a ponadto kinematografów, teatrów, rzadko używanych sal wykładowych, zabawowych, których powierzchnia przekracza 120 m2.

Inną ciekawostką było pismo, w którym zakłady energetyczne informowały o tym, że sieć w Gostyni w pewnym okresie czasu była narażona na wybryki nieznanych osobników, zakłócających dostawy energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych – na przykład poprzez zawieszanie na przewodach metalowych przedmiotów czy niszczenie przyłączy. Zakład prosił w tym piśmie o zajęcie się sprawą i uchwycenie sprawców, wyznaczając za ich złapanie nagrodę, ponieważ jak napisano, „mieszkańcy nie mogą żyć pod terrorem kilku niepoczytalnych osobników”.

Dokumenty poszukiwane
Na zakończenie pani Lidia ponowiła apel o kontynuowanie poszukiwań kolejnych dokumentów, o bardzo uważne przeglądanie rodzinnych fotografii i pism. To dlatego, że wśród typowych pamiątek czy innych bibelotów, mogą znajdować się dokumenty nie tylko ważne dla danej rodziny, ale też istotne dla społeczeństwa i zachowania świadectwa o minionych latach. Korzystając z okazji pani Lidia przypomniała, że takie dokumenty można przekazać do biblioteki w celu zeskanowania i przechowania w formie elektronicznej – ze zwrotem oryginałów.

Jak nadmieniła później też pani Lidia, poszukiwanie są m.in. fotografie ks. Tomasza Mamzera, ostatniego przedwojennego gostyńskiego proboszcza. Jak dotąd, poza zdjęciem z archiwum archidiecezji, udało się pozyskać tylko jedną fotografię opublikowaną przed laty w jednym z artykułów Dziennika Zachodniego. W domach mieszkańców wciąż mogą znajdować się na przykład zdjęcia z uroczystości Pierwszej Komunii Św. z 1939 roku, z wizerunkiem gostyńskiego proboszcza.

W trakcie godzinnego wykładu nie zabrakło ciekawostek dotyczących odkrywania kolejnych dokumentów, jak również wielu innych, nieprzytoczonych tu szerzej faktów historycznych – bo te tutaj przedstawione, stanowią jedynie próbę częściowego przytoczenia ukazanego zbioru, dla zainteresowania kolejnymi spotkaniami z historią Gostyni, jak również zwrócenia uwagi na pracę historyków i pasjonatów nad zgłębianiem jej kolejnych i nierzadko, jakby specjalnie, zaklętych zakamarków.


Po zakończeniu wykładu w bibliotece miała też miejsce prezentacja zdjęć wykorzystanych podczas spaceru historycznego, który został przeprowadzony przez panią Lidię z inicjatywy Biblioteki w Gostyni w środę 5 czerwca 2019 roku. Spacerowicze pokonali wtedy trasę, z którą część mieszkańców miała okazję zapoznać się podczas podobnego wydarzenia w ubiegłym roku (link do artykułu „Przez Gostyń szlakiem zabytków i zatartych przed laty miejsc” z czerwca 2018 roku).

Zobacz też